W jaki sposób "tarcza" wpłynie na bezpieczeństwo Polski?
dodano 10 czerwca 2006
Jeden z polityków partii koalicyjnej powiedział, że "tarcza antyrakietowa" musi zwiększyć bezpieczeństwo Polski, ponieważ rząd uzależnia od tego wynik negocjacji[1]. Zgodnie z tym tautologicznym rozumowaniem, jeśli rząd przyjmie amerykańską ofertę, będzie to oznaczać, że "tarcza antyrakietowa" poprawia bezpieczeństwo Polski - w przeciwnym wypadku władze odrzuciłyby propozycję USA. Czy rzeczywiście można oczekiwać, że rząd, który przecież lubuje się w narodowej retoryce, podejmie decyzję zgodną z wąsko pojętym interesem narodowym?
Z dotychczasowych deklaracji wynika, że negocjacje z Amerykanami są pomyślne, a przynajmniej "interesujące", trzeba tylko trochę czasu na "ostateczne wyjaśnienie wątpliwości"[2]. Co się kryje za tymi skąpymi wypowiedziami minister spraw zagranicznych? Idealnie korzystna transakcja według strony polskiej przedstawia się tak: dajemy Stanom Zjednoczonym część swojego terytorium pod budowę "tarczy", narażając się na niebezpieczeństwo ataków terrorystytcznych, wojnę ekonomiczną i dyplomatyczną z Rosją i niezadowolenie większości obywateli. W zamian otrzymujemy dostęp do technologii wojskowych, słowne gwarancje bezpieczeństwa, ruch bezwizowy i dozgonną przyjaźń USA. W prasie wielokrotnie pojawiała się również sugestia, że polski rząd chce wynegocjować dostarczenie pocisków Patriot, które służą do obrony przed rakietami krótkiego i średniego zasięgu[3]. Media wydawały się zachwycone tym pomysłem: w zamian za zgodę na zainstalowanie "tarczy" możemy otrzymać obronę przed atakiem rakietowym, który grozi nam właśnie z powodu tej zgody. Czyż to nie wspaniałe?
Widać zatem, że szczytem marzeń polskiej dyplomacji byłoby otrzymanie kamizelki kuloodpornej w zamian za narażenie się na strzał. Jednak zanim jeszcze na dobre rozpoczęły się negocjacje w sprawie "tarczy", sekretarz obrony USA wykluczył możliwość umieszczenia rakiet Patriot na terytorium Polski, mówiąc że decyzja w tej sprawie należy do NATO[4]. Nawet te skromne żądania spotkały się więc z (delikatnie mówiąc) mało entuzjastycznym przyjęciem ze strony Stanów Zjednoczonych.
Na jakie niebezpieczeństwa będą narażeni Polacy w związku z goszczeniem amerykańskiej bazy wojskowej? Przede wszystkim nie należy obawiać się, że to Iran wytrzeli rakietę w stronę Polski. Nawet gdyby irańskie władze zdecydowałyby się na tak ryzykowny atak, jest niemal pewne, że rakieta nie doleciałaby do celu, ponieważ Iran nie dysponuje obecnie bronią o takim zasięgu[5]. (Nie należy więc zbyt poważnie traktować oficjalnych powodów rozwijania systemu obrony przeciwrakietowej.) Jeśli rząd domagał się pocisków chroniących przed rakietami krótkiego i średniego zasięgu, to dlatego, że boi się reakcji Rosji na destabilizaję układu sił w regionie. "Propagandowe" wystąpienia Putina, przywołujące na myśl czasy zimnej wojny, są w pełni uzasadnione, a mantra o tym, że "tarcza" nie jest wymierzona w Rosję, nie zmieni skutków zyskania przez USA strategicznej przewagi. Nie można wykluczyć, że Rosja, w poczuciu zagrożenia z powodu rosnącej potęgi militarnej USA, zaczęłaby szantażować Polskę atakiem rakietowym. Nie wszyscy jednak dopuszczają taką możliwość. "Państwa nie są samobójcami", zauważa prof. Roman Kuźniar, były szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, wskazując, że każdy atak na Stany Zjednoczone i ich sojuszników spotkałby się z krwawym odwetem[6]. Natomiast Rosja z całą pewnością mogłaby ograniczyć dostawy surowców energetycznych, co ma niebagatelne znaczenie w sytuacji całkowitego uzależnienia Polski od rosyjskiego gazu.
Zagrożeniem zupełnie innego rodzaju jest atak terrorystyczny: o tym, że nie chronią przed nim żadne systemy przeciwrakietowe, przekonują zamachy z 11 września (przeprowadzone z użyciem "broni" tak niekonwencjonalnej jak wypełnione paliwem samoloty pasażerskie). Polska, trzymając się sojuszu ze znienawidzonym w krajach Południa hegemonem, naraża się na ataki ekstremistów walczących z USA wszelkimi dostępnymi środkami. Ataku terrorystycznego nie sposób przewidzieć, a wszelkie zabezpieczenia prędzej czy później ujawniają swój słaby punkt.
Zwolennicy umieszczenia w Polsce amerykańskich wyrzutni twierdzą, że dla sojuszu z USA warto się poświęcić; ich zdaniem Stany Zjednoczone będą troszczyć się o kraj, w którym umieszczą swoją bazę wojskową. Na razie jednak zapewnieniom o przyjacielskich stosunkach nie towarzyszą żadne realne zobowiązania. Warto więc zdać sobie sprawę, że sojusz ten będzie trwał dopóty, dopóki leży on w interesie USA - i ani chwili dłużej. Nie to jest jednak najistotniejsze. Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy sojusz z najpotężniejszym państwem świata wart jest zachwiania równowagi międzynarodowej i wznowienia wyścigu zbrojeń, a także pogorszenia stosunków z Rosją i wieloma innymi krajami, w tym europejskimi, które słusznie obawiają się unilateralnej polityki Waszyngtonu?
"Tarcza antyrakietowa" nie osłoni Polski. Nie ma też na celu ochrony Stanów Zjednoczonych i Europy przed atakiem ze strony Iranu czy Korei Północnej, ponieważ programy zbrojeniowe tych państw mają raczej charakter defensywny (przykład wojny w Iraku pokazuje, że Iran ma prawo obawiać się ataku USA). System obrony przeciwrakietowej to przede wszystkim narzędzie polityki międzynarodowej. Ta globalna "tarcza" ma służyć utrzymaniu hegemonicznej pozycji Stanów Zjednoczonych poprzez zapewnienie im bezkarności w realizacji celów militarnych.
Michał Augustyn








