Parada równości w polskiej prasie
dodano 21 maja 2007
"Geje spokojnie paradowali" - ogłosił "Super Express"; w podobnym tonie donosi "Rzeczpospolita" pisząc o "Spokoju na paradzie"; "Fakt" dostrzega jednak opatrując relację z weekendowych demonstracji tytułem "Lesbijki i geje kontra LPR", podobnie zresztą jak "Dziennik", który z kolei pisze o "Pojedynku na parady i hasła"; "Prof. Janion w kabriolecie" - zachwyca się "Gazeta Wyborcza", a "Nasz Dziennik" pomija całe wydarzenie dostojnym milczeniem. Czy zamieszczone w polskiej prasie relacje z weekendowych demonstracji można nazwać paradą równoważenia poglądów i marszem rzetelności dziennikarskiej?
Może przesadne byłoby wyciąganie wniosku, że każdy z dziennikarzy opisujących Paradę Równości i niedzielny kontrmarsz obserwował zupełnie różne demonstracje, ale relacje zamieszczone w dzisiejszych dziennikach na ogół bardziej odzwierciedlają "oficjalne linie" redakcji niż wydarzenia, których miały dotyczyć.
Parada Równości 2007 (fot: Konrad Porowski).
Wydawałoby się, że nietrudno jest ustalić rzecz tak prostą, jak liczba uczestników manifestacji - jednak dzienniki nijak nie mogą dojść do porozumienia w tej kwestii. Jeszcze stosunkowo łatwo doliczyć się osób biorących udział w Paradzie Równości: od 3 tys. według "Dziennika" do 4 tys. według policji i reszty gazet ("Gazeta Wyborcza" przytacza jeszcze opinię organizatorów, według których paradujących było dwa razy więcej). Kiedy jednak przychodzi rachować uczestników Marszu dla Życia i Rodziny, rozbieżności stają się duże, wręcz przepastne: "Gazeta Wyborcza" i "Nasz Dziennik" powołując się na dane policji informują o 600 maszerujących, podczas gdy dziennikarzom "Rzeczpospolitej" i "Dziennika" udało się dojrzeć ich aż 3,5 tysiąca. Jak to możliwe? Nieco światła na tę tajemnicę rzuca zaskakująco skrupulatny "Nasz Dziennik", pisząc że większa liczba pochodzi ze źródeł organizatorów, a mniejsza - od policji. "Rzeczpospolita" chętnie powołała się na policyjne szacunki podając liczbę uczestników Parady Równości, ale w kwestii marszu wolała uwierzyć organizatorom. "Dziennik" w ogóle nie zaufał arytmetycznym zdolnościom policjantów i raz odjął 1000, innym razem dodał 2900 (cóż za intuicja!), w efekcie otrzymując wynik zadowalający: więcej osób maszerujących niż paradujących. Niektórym redakcjom widocznie trudno oprzeć się urokowi wielkich liczb…
Prasa widzi wiele celów sobotniej parady: upomnienie się o prawa mniejszości seksualnych, okazanie im solidarności przez heteroseksualną większość czy po prostu chęć pokazania się. Tylko "Dziennik" czujnie dostrzega, że organizatorom chodziło głównie o okazanie wrogości Kościołowi, o czym miało świadczyć m.in. hasło "Kochaj bliźniego swego", "przekornie nawiązujące do najważniejszego przykazania chrześcijaństwa". Dlaczego "przekornie"? Czy nie obejmuje ono homoseksualistów? I dlaczego wrogość wobec Kościoła katolickiego miałaby się przejawiać w propagowaniu jego najważniejszego przykazania? Niestety "Dziennik" na te ciekawe pytania nie odpowiada. Z kolei "Rzeczpospolita" pisze jedynie, że uczestnicy przemarszu (czyli lewicowi politycy) "domagali się m.in. legalizacji związków seksualnych". Czy to jeszcze zwięzłość czy już przekłamanie?
Warto też dowiedzieć się, kto właściwie uczestniczył w Paradzie Równości. Najwięcej na ten temat pisze "Gazeta Wyborcza", podając nazwiska zagranicznych i polskich polityków, działaczy i osób publicznych; pisze też o małżeństwach z dziećmi, emerytach, "młodzieży w arafatkach" oraz, last but not least, społeczności LGBT. "Dziennik" wymienia te same grupy, choć nieco mniej skrupulatnie, natomiast reporter "Rzeczpospolitej" dostrzegł tylko trzech polityków SLD i szwedzką minister ds. europejskich. A co z pozostałymi 3996 osobami? "Rzeczpospolita" każe domyślać się, że całą resztę stanowili homoseksualiści.
Znając skłonność prawicowych grupek do zakłócania manifestacji tego rodzaju, czytelnicy mieli prawo spodziewać się informacji na temat utrudnień w przebiegu Parady Równości. Nie zawiedli się: wszystkie większe dzienniki (nawet "Fakt") zamieściły na ten temat choćby krótką notkę. W nieszablonowy sposób poinformowała o tym "Rzeczpospolita" w artykule zatytułowanym przekornie "Spokój na paradzie". Cytuję: "Policja zatrzymała cztery osoby, które próbowały przeszkodzić paradzie. Za szarpanie się z policjantami odpowiedzą przed sądem". I dalej: "Równolegle z Paradą Równości odbyła się pikieta Młodzieży Wszechpolskiej »O tolerancję dla tradycji«". Jest to zagadka, która wymaga od czytelnika połączenia dwóch informacji, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. A oto rozwiązanie: osoby zatrzymane przez policję były członkami Młodzieży Wszechpolskiej, która postanowiła kultywować tradycję atakując uczestników parady. "Mimo [jej] starań, przemarsz odbył się bez większych zakłóceń", pisze "Dziennik", policja musiała interweniować tylko "kilka razy" ("Gazeta Wyborcza"); nic wielkiego, bywało przecież gorzej. Najważniejsze, że - jak pisze "Super Express" - "geje spokojnie paradowali"…
A jak wyglądała sama parada? Znów "Gazeta Wyborcza" dostarcza najwięcej informacji, pisząc o tym, że lesbijki i geje przytulali się i całowali ("w usta", dodaje reporer "Dziennika"), niektórzy tańczyli na platformie ("rozradowany" Ryszard Kalisz "podrygiwał" w rytm muzyki - znów "Dziennik"), a drag queens "słały uśmiechy i pocałunki".
Jeśli Parada Równości przyciągnęła 4 tys. osób, a w Marszu dla Życia i Rodziny uczesniczyło 600 demonstrantów, informacja o tym drugim powinna zająć kilka razy mniej miejsca na łamach gazety - tak jest w przypadku "Gazety Wyborczej". Natomiast "Rzeczpospolita" i "Dziennik" (opierając się zapewne na własnych danych o frekwencji) poświęcają obu wydarzeniom niemal tyle samo uwagi, co sugeruje ich równoważność. "Dziennik" pisze we wstępie do artykułu "Pojedynek na parady i hasła", że "ulicami Warszawy przeszły dwa marsze, których uczestnicy manifestowali skrajnie odmienne poglądy". Z jednej strony - politycy lewicy oraz homoseksualiści, z drugiej - "obrońcy życia" z całego świata (nawet z Ameryki Południowej), przedstawiciele prawej strony sceny politycznej oraz rodziny z dziećmi. Ci pierwsi antykościelni, ci drudzy prorodzinni. W ten sposób "Dziennik" usiłuje przenieść walkę o równe traktowanie gejów na lewo od politycznego mainstreemu, a skrajnie prawicowe hasła obrony życia od poczęcia i tzw. politykę prorodzinną, której elementem jest dyskryminacja homoseksualistów w życiu publicznym - przesuwa w stronę centrum.
Prasa chętnie pisze o hasłach towarzyszących demonstracjom, co jest całkiem zrozumiałe: są wyraziste i przyciągają uwagę, czasem nawet rymują się, przytoczenie ich nie wymaga wysiłku - wiwat slogany! Jednak nie wszystkie hasła nadają się do zacytowania, niektóre lepiej przemilczeć, bo mogłyby postawić w niekorzystnym świetle organizatorów przemarszu. Na przykład "Gazeta Wyborcza" woli nie przytaczać antyklerykalnego hasła "Polska kolonią Watykanu", które pojawiło się na Paradzie Równości; chętnie czyni to "Dziennik". Ten z kolei nie napomyka jednak o skrajnie dyskryminującym haśle wypisanym na transparencie uczestnika "prorodzinnej" manifestacji: "Człowiekowi tak - homoseksualistom nie", ponieważ nie pasuje ono do wizji pokojowego marszu "obrońców życia". Pisze o nim w redakcyjnym komentarzu Piotr Pacewicz z "GW" i… poczciwy "Nasz Dziennik", który najwyraźniej nie widzi nic zdrożnego w dehumanizacji gejów i lesbijek.
Na koniec, żeby nie poprzestawać na tym ponurym przeglądzie polskiej prasy, oddaję głos uczestnikowi sobotniej manifestacji, Radkowi Oliwie z portalu innastrona.pl: "Tegoroczna Parada Równości była dotychczas najpozytywniejszą demonstracją środowisk LGBT w Polsce. Było wesoło i bezpiecznie. Ordynarne krzyki i gesty gapiów były wyjątkiem. Dominowały przyjazne gesty oraz odczuwalna aprobata. Było jak w Europie… prawie jak w Europie…". Dzień później znów można było się poczuć jak w Polsce.
Michał Augustyn








