Globalne ocieplenie - globalne korzyści?
dodano 27 kwietnia 2007
Linki
"Newsweek Polska" nie zamieszcza w sieci tekstów z wersji drukowanej, dlatego podaję linki do artykułów w wersji angielskiej (teksty w wersji zredagowanej na potrzeby edycji polskiej mogą nieco się od nich różnić, na przykład inne są tytuły, ale ich wymowa jest z pewnością taka sama):
Artykuł wstępny
O branżach i przedsiębiorstwach, które najwięcej zyskają na ociepleniu klimatu
O zmianach na mapie nadmorskich kurortów
O dostępie do nowych zasobów energetycznych w Arktyce
O nowej geografii upraw i technikach rolniczych
1 2
O winnicach na północy
O krajach, które najwięcej zyskają lub stracą na zmianach klimatycznych
O możliwym poszerzeniu się strefy występowania chorób tropikalnych
O tym, jak radzić sobie z deficytami wody
Komentowane teksty: "Newsweek Polska" - Globalne ocieplenie - raport, str. 42-59, 23.04.07.
Kilka dni temu "Newsweek" zasypał swoich polskich czytelników artykułami, w których prezentowane jest dość osobliwe podejście do tematu globalnych zmian klimatycznych. Można z nich dowiedzieć się niezwykle interesujących rzeczy. Nie jest tak źle, przekonuje "Newsweek", bo oto przedsiębiorstwa zajmujące się uzdatnianiem wody rozwijają się bardzo szybko dzięki globalnemu ociepleniu właśnie. Podobnie zresztą jak firmy budujące tamy, które mają chronić miasta przed skutkami sztormów i zalewania wybrzeży przez morza. Wypada się też tylko cieszyć, że koncerny farmaceutyczne zainwestują miliardy dolarów w stworzenie szczepionek przeciwko chorobom tropikalnym. Jest duża szansa, że znajdą one nabywców, jeśli tylko, dzięki ociepleniu klimatu, epidemie malarii czy dengi nawiedzą obecnie wolne od nich kraje. Ale lista korzyści jest znacznie dłuższa: wystarczy chociażby wspomnieć o kuszącej perspektywie zażywania wielomiesięcznych kąpieli słonecznych nad ciepłym Bałtykiem albo o nadchodzącym złotym wieku polskiego winiarstwa, który nadejdzie niechybnie, jeśli tylko zmiany klimatyczne pozwolą na uprawę wysokiej jakości winorośli na naszej szerokości geograficznej.
O pewnych zagrożeniach spowodowanych zmianami klimatu, które oczywiście istnieją, nawet zdaniem pełnych optymizmu redaktorów "Newsweeka", dowiadujemy się chociażby z takiej oto przepowiedni: Na szczęście Polska i tak jest w lepszej sytuacji niż biedne kraje Afryki subsaharyjskiej i subkontynentu indyjskiego, na które spadnie najwięcej plag[1] (podkreślenie M.A.). Ten scenariusz nie daje jednak podstaw do pesymizmu, przynajmniej tym, którzy nie są nadmiernie przywiązani do idei równości ludzi bez względu na miejsce zamieszkania. "Przystosuj się albo zgiń" - apeluje "Newsweek", nie wspominając jednak o tym, że tylko zamożne państwa będą w stanie na ten apel prawidłowo odpowiedzieć, a dla najbiedniejszych bardziej kusząca z zaproponowanych alternatyw nie jest w ogóle dostępna. Czy warto jednak przejmować się tym, skoro "na szczycie listy krajów najmniej narażonych na skutki zmian klimatu jest bogata Północ"?[2]
Czytelnik, który pozna wszystkie te ciekawe opowieści o niezmierzonych korzyściach płynących z upałów, powodzi i chorób tropikalnych, mógłby się wręcz zacząć cieszyć ze zmian klimatu i ze zniecierpliwieniem ich oczekiwać. Mógłby, gdyby nie dostrzegł rażącej tendencyjności w prezentowaniu naukowych danych, jakiej dopuścili się twórcy "raportu" postępujący zgodnie z montypythonowską (z pewnością nie naczelną w dziennikarstwie) zasadą "always look at the bright side of life". Pozytywne skutki globalnych zmian klimatycznych dla niektórych korporacji i państw takich jak Rosja, Kanada czy kraje skandynawskie są w owym raporcie reprezentowane w liczbie, która nie odzwierciedla ich rzeczywistego znaczenia. Dla większości mieszkańców ziemi przewidywane zmiany klimatu oznaczają susze, huragany, powodzie, a wraz z nimi głód, cierpienie i śmierć. Nie jest to wiedza ukrywana przed opinią publiczną, na przykład raport, opublikowany w tym roku przez drugą grupę roboczą Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC), wyraźnie stwierdza, że, niezależnie od różnic regionalnych, ogólny bilans zmian klimatycznych będzie ujemny[3]. Naukowcy określają też wpływ tych zmian na zdrowie ludzi, przewidując między innymi:
- wzrost liczby ludzi niedożywionych i chorób tym spowodowanych, a w konsekwencji zaburzeń rozwoju u dzieci,
- zwiększoną śmiertelność z powodu upałów, powodzi, sztormów, pożarów i susz,
- zwiększoną zapadalność na choroby układu oddechowego i układu krążenia.
Wszystkie te efekty wystąpią z "wysokim prawdopodobieństwem", co oznacza jedynie tyle, że w nauce nic nie jest "na pewno" - zawsze dopuszcza się możliwość zaistnienia pewnych niewyjaśnionych anomalii. Czy warto jednak ryzykować katastrofę humanitarną licząc na uśmiech losu? Być może zdaniem autorów "raportu" warto, jeśli przy okazji śmiertelnie groźnych zmian klimatycznych "branża naftowa zyska łatwiejszy dostęp do bogatych zasobów leżących pod dnem skutego dotychczas lodem morza"[4].
W jednym z pomniejszych artykułów wchodzących w skład "raportu" bagatelizowane są fatalne skutki zmian klimatu dla krajów najbiedniejszych, a więc najbardziej na nie narażonych. Pedro Sanchez pisze o "zielonej rewolucji" w Afryce, a za przykład podaje Etiopię, gdzie w ciągu ostatnich kilkunastu lat znacznie wzrosła produkcja zbóż (nie wspomina jednak, że nadal panuje tam głód[5]) oraz Malawi, państewko w południowej Afryce, w którym zbiory żywności miały wzrosnąć dwukrotnie w latach 2005-2006[6]. Jest to przykład istotnie bardzo pouczający, ale niestety uczy czego innego niż chciałby "Newsweek" i wielki biznes. W Malawi zbiory kukurydzy, głównego składnika diety mieszkańców tego kraju, rzeczywiście wzrosły o 113%, jeśli wierzyć danym tamtejszego ministerstwa rolnictwa; jednocześnie jednak pogorszyły się warunki bytowe w wielu rodzinach między innymi z powodu wysokich cen owej kukurydzy[7]! Według szacunków Malawi Vulnerability Assessment Committee z 2006 r. liczba osób dotkniętych głodem przekroczy 800.000[8]. Jak to możliwe po tak obfitych żniwach? Otóż biedni rolnicy, którzy uprawiają pola przede wszystkim na własny użytek nie byli w stanie uchronić swoich upraw przed powodziami i suszami, które nawiedziły Malawi na początku 2006 roku; groźba głodu zmusiła ich do pozostawienia poletek i podjęcia pracy na wielkich farmach za wynagrodzenie, które nie wystarcza na zakup dziesięciokilogramowego worka kukurydzy[9]. Na plantacjach tych uprawiana jest kukurydza, o którą ubodzy Afrykańczycy muszą konkurować z producentami biopaliw, co powoduje wzrost jej ceny na światowych rynkach[10]. Nie dziwi więc hojność Billa Gatesa, który za pośrednictwem swojej fundacji inwestuje miliony dolarów w afrykańskie projekty agrokulturalne; szef Microsoftu zawsze wiedział, gdzie są konfitury. Tymczasem "Newsweek" zapatrzony w świetlaną przyszłość wielkich monokultur woli nie dostrzegać setek dzieci, starców i chorych, którzy są najbardziej narażeni na śmierć z niedożywienia w wyniku przeobrażeń światowego rolnictwa i klimatu.
Góra lodowa odrywa się od lodowca Pine Island we wschodniej Antarktyce (źródło: ONZ).
Michał Augustyn








